 | Nawigacja |  |
 | Logowanie |  |
 |
Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem? Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.
Zapomniane hasło? Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
|  |  |  |  |
 | Użytkowników Online |  |
 |
Gości Online: 1
Brak Użytkowników Online
Zarejestrowanch Uzytkowników: 20
Nieaktywowany Użytkownik: 17
Najnowszy Użytkownik: Zbigniew M
|  |  |  |  |
|
 | PINZOLO 2005 |  |
 |
Nowy sezon narciarski rozpoczęliśmy ponownym wyjazdem, w dniach 10-18.12.2005 r., do Val di Sole.
Pojechaliśmy z Almaturem lecz tym razem do miejscowości Pinzolo. Po przetrwaniu ponad 24-godzinnej jazdy autokarem 11.12.2005 r. około godziny dziewiętnastej zakwaterowani zostaliśmy w bardzo dobrym Hotelu Corona. Po toalecie i obfitej obiadokolacji wszyscy solidarnie poszli spać.
Obudził nas piękny, słoneczny dzień. No i zaczęło się to co najpiękniejsze – po śniadaniu szybko na stok. Tym razem mieliśmy świetne miejsce startowe. Autokar dowoził nas do „węzłowej” stacji wyciągów narciarskich w pobliżu Madonny di Campiglio. Stąd można wciągać się w dwóch kierunkach tj. na Passo Groste i Monte Spinale oraz w przeciwną stronę na Pradalgo, Cinquelaghi i Monte Vigo, z której szczytu prowadzą nartostrady do Marilewy i Folgaridy.
Piękna pogoda przez cały pobyt, świetne warunki narciarskie, dobry hotel, a przede wszystkim świetne towarzystwo i dobre nastroje sprawiły, że czas upływał nam niewiadomo kiedy. Mieliśmy jeszcze jedną okazję dokładniejszego poznania tego regionu i nie zawiedliśmy się. Był także jeden dzień jazdy na nartach w Tonale. Tym razem i tu pogoda była łaskawa dając możliwości pojeżdżenia w dobrych warunkach po obu stronach przełęczy, w tym na lodowcu Pressena.
W dzień wyjazdu do wczesnych godzin popołudniowych jeździliśmy na stokach Dos Del Sabion w Pinzolo. Na początku „trochę” wiało lecz potem wyszło słońce, zapanowała dobra widoczność i ociepliło się. Byliśmy zaskoczeni, ponieważ nie spodziewaliśmy tak dobrych tras narciarskich w pobliżu naszego hotelu. Kiedyś w przyszłości warto byłoby spędzić tutaj dwa dni. Ta góra naładowała nam akumulatory i piechotą, w butach narciarskich z nartami na ramieniu po około 15-20 minutach marszu byliśmy w „Coronie”. Niestety wszystko co dobre szybko się kończy. Pakowanie, obiadokolacja i w drogę do domu.
W autokarze okazało się, że szczęście nas opuściło. Zasypana została śniegiem Przełęcz Brenner i musieliśmy pojechać drogą okrężną. Nie zepsuło to nam jednak humorów. Na początku drogi powrotnej, w czasie jazdy, Prezes wręczył nagrody: tyrolskie kapelusze Rafałowi i Jurkowi - najbardziej aktywnym narciarsko i towarzysko jeźdźcom oraz dzwonek owczy – tzw. „GPS” Wiesi - narciarce ambitnie walczącej z przeciwnościami stoków . W Polsce okazało się, że drogi zostały również przysypane śniegiem. Powrót wydłużył się do koło 28 godzin. W Warszawie szybko pożegnaliśmy się i wieczorem zmęczeni dotarliśmy do domów. Po powrocie do rzeczywistości i odpoczynku zaczęło się planowanie następnego, marcowego wyjazdu. |  |  |  |  |
|
|
|