Warszawska Kompania Narciarska
Nawigacja
Strona Główna
O NAS
Wspomnienia
Plany
W naszej pamięci
Galeria
Linki
Forum
Kontakt
Download
Szukaj
Logowanie
Nazwa Użytkownika

Hasło



Nie jesteś jeszcze naszym Użytkownikiem?
Kilknij TUTAJ żeby się zarejestrować.

Zapomniane hasło?
Wyślemy nowe, kliknij TUTAJ.
Użytkowników Online
Gości Online: 2
Brak Użytkowników Online

Zarejestrowanch Uzytkowników: 20
Nieaktywowany Użytkownik: 17
Najnowszy Użytkownik: Zbigniew M
BORMIO 2007
Po ogólnie bardzo fajnym grudniowym wyjeździe zdecydowaliśmy się na kolejną imprezę z Olimpem. Tym razem w planie było bardzo ciekawie zapowiadające się ski safari. Start autokaru nastąpił w dniu 23.03.2007 r. z Dworca PKS Warszawa – Zachodnia. Mieliśmy po drodze dłuższy przystanek w Katowicach skąd zabraliśmy pozostałych narciarzy udających się w tym samym kierunku. Po koło 26 godzinach byliśmy w Semogo, znajdującym się pomiędzy Bormio i Livigno i zakwaterowaliśmy się w całkiem dobrym Hotelu San Carlo.

Pierwszy dzień jazdy na nartach spędziliśmy na stokach Isolacci. Wbrew zasięgniętym wcześniej umiarkowanym opiniom zastaliśmy tutaj sporą ilość nartostrad o zróżnicowanej trudności i długości. Jazda, jak na pierwszy dzień, była wystarczająca i przyjemna.
Z ciekawością czekaliśmy na kolejny dzień, który mieliśmy spędzić na słynnych, pucharowych stokach Bormio. No i stało się, mająca 3012 metrów Cima Bianca przywitała nas na początku dnia zachmurzeniem i lekką mgiełką lecz za niedługi czas wyszło słońce i pokazała w pełnej krasie swoje stoki. Rzeczywiście są one pod wieloma względami godne uwagi. Mnogość tras o różnicowanym stopniu trudności i długości (dochodzącej do 10 km) zrobiły na nas duże wrażenie. Cima Bianca ma charakterystyczne trzy poziomy: pierwszy, startowy na wysokości 1200 m w Bormio (dolna stacja kolei kabinowej); drugi, pośredni Bormio 2000 i trzeci na samym szczycie Bormio 3000. Przeważnie jeździliśmy na nartostradach umiejscowionych pomiędzy szczytem i Bormio 2000. W tym przedziale były najlepsze warunki śniegowe i wystarczająco duża ilość tras narciarskich. Poniżej stacji pośredniej po południu śnieg stawał miękki lecz mimo to bez problemów można było i tam jeździć. To był bardzo udany dzień. Niestety zbyt krótki by wystarczająco poznać świetne stoki Cimy Bianci.
Trzeciego dnia wybraliśmy się do Livigno. Po drodze na terenie strefy bezcłowej zrobiliśmy bardzo korzystne cenowo zakupy. Głównie były to przeróżne, bardzo pożyteczne płyny do użytku wewnętrznego i zewnętrznego. Zapamiętaliśmy to interesujące miejsce na przyszłość. Po zakupach ruszyliśmy na trasy narciarskie od strony Trepalle w kierunku na Mottolino i Monte Della Neve. Pogoda była słoneczna, przeplatana chmurami. Stoki i warunki narciarskie były bardzo dobre. Charakterystyczną cechą Livigno są bardzo szerokie i długie, często łączące się ze sobą, nartostrady. Stwarzają one możliwość jazdy na dobrym speedzie, również w większej grupie. Bajka dla osób o różnych umiejętnościach narciarskich. Popas grupy w restauracji na stoku, w słoneczku również był bardzo udany. Kolejny super dzień był za nami. Trzeba było wracać do hotelu. Mieliśmy jednak jeszcze w zanadrzu dalsze plany. Po obiadokolacji odbyło się spotkanie z władzami miasta Bormio. Impreza zorganizowana została na rynku starego miasta, przy muzyce połączonej z tańcami oraz degustacją grzanego wina i grappy. Miło było popatrzeć na chyżo pląsających i podśpiewujących przedstawicieli naszej Kompanii oraz tancerzy i śpiewaków z innych grup i państw. Zabawa zakończyła się lekko po północy. Włosi zorganizowali bardzo fajną imprezę.

Następny poranek przywitał nas lekkim zachmurzeniem i mgłą. Nie dobrze bo w planie mamy wyjazd do St. Moritz, światowej sławy szwajcarskiego kurortu narciarskiego. Po śniadaniu wyruszamy w kierunku Szwajcarii. Czym bliżej miejsca docelowego tym lepsza pogoda. Znowu mamy szczęście – słoneczko z małymi chmurami. Ruszamy na stoki do najwyżej położonej na szczycie Piz Nair (3057 m.)stacji narciarskiej. Przy słonecznej pogodzie roztacza się stąd piękny pejzaż przedstawiający wysokie, białe, ostro zakończone szczyty górskie. Piękno tutejszych Alp urzekło nas. Natomiast tutejsze nartostrady nie zrobiły na nas wrażenia, gdyż w większości są łatwe i w wielu miejscach niestety wąskie. Bardzo fajne były eleganckie i dosyć drogie restauracje znajdujące się na stokach. Zapewne dla większości przyjeżdżających tutaj na wypoczynek „kuracjuszy” jazda na nartach jest jedynie pretekstem do pokazania się w światowym kurorcie i spotkań w ekskluzywnych miejscach. Na zakończenie mieliśmy jeszcze czas na zrobienie, w pięknym plenerze St. Moritz, „rodzinnego” zdjęcia naszej Kompanii i krótkie zwiedzanie miasta. Tą słynną i zapewne snobistyczną miejscowość opuszczamy z przekonaniem że warto było ją i jej stoki zobaczyć.

W przedostatnim dniu naszego pobytu wracamy na doskonałe stoki Bormio. Tym razem przywitały nas słoneczna pogoda i świetnie przygotowane nartostrady. Mieliśmy okazję poznać kolejne, jak się okazało, bardzo dobre trasy. Ten dzień dał nam wiele radości z jazdy na nartach i przebywania ze sobą podczas przerw na odpoczynek, w tym na „uzupełnianie elektrolitów”. Ponadto utwierdził nas w przekonaniu, że Cima Bianca i jej stoki były godne ponownych odwiedzin. Ciekawostką tego dnia był wyjazd po nartach do, równie słynnych co pucharowe stoki, term w Bormio. Powstały one za czasów rzymskich około 300 lat p.n.e. Położone są w pięknym, zalesionym plenerze górskim niedaleko miasta. Przebywaliśmy w starej, rzymskiej części term oraz nowej wyposażonej we współczesne urządzenia. Mnogość pomieszczeń z różnego rodzaju urządzeniami do kąpieli i masarzy wodnych oraz parowych, saun i pokoi relaksacyjnych sprawiła, że pobyt w nich zakończyliśmy po około trzech godzinach. Zrelaksowani i bardzo zadowoleni z przebiegu całego dnia wróciliśmy do hotelu by pochłonąć obiadokolację i naładować akumulatory na ostatni już dzień jazdy.

Niestety nasz pobyt zbliżał się ku końcowi. Mieliśmy jeszcze jeden dzień który spędziliśmy na stokach Livigno lecz tym razem po drugiej stronie doliny. Wprawieni w jeździe na nartach z werwą ruszyliśmy na stoki Carosello. Były one podobnie jak od strony Trepalle długie, szerokie i w zdecydowanej większości łatwe. Lecz dla chcących poczuć pęd wiatru w uszach były również miejsca aby to uczynić. Do południa czas mijał nam w miłym nastroju. Spokój nasz został jednak zakłócony przykrą informacją - nasz kolega Jarek - „Żołnierz” w czasie upadku na dużym speedzie, doznał urazu ręki. Potem okazało się, że jest to złamanie wymagające unieruchomienia . Po zakończeniu jazdy i powrocie do autokaru zobaczyliśmy, że nasza snowboardzistka Natalia odczuwa dosyć mocne bóle nogi spowodowane upadkiem podczas jazdy. Na szczęście zajęcie się tą dolegliwością mogło zaczekać do przyjazdu do Polski. Współczuliśmy poszkodowanym ze świadomością, że w tym pięknym sporcie występują również niebezpieczeństwa, które mogą stanąć na drodze każdego narciarza. Niestety ty razem po raz pierwszy, na pięć wspólnych wyjazdów, „ponieśliśmy straty”. Prawdopodobnie zmęczony sezonem narciarskim i nadmiarem grappy duch tutejszych gór, bez wątpienia przez pomyłkę, wziął „daninę” od naszej Kompanii.

Po nartach mieliśmy jeszcze czas na spacer i zrobienie zakupów w urokliwym Livigno. Ta miejscowość przypadła nam do gustu, kiedyś zapewne tu wrócimy. Kolejnym przystankiem na wydanie pozostałych euro były znane nam dobrze sklepy w Trepalle. Dociążeni różnymi dobrami wróciliśmy do hotelu.
Po obiadokolacji Prezes zorganizował spotkanie przy lampce wina, na którym podsumowaliśmy wyjazd i z grubsza określiliśmy kierunki wyjazdów w następnym sezonie. Potem pakowanie się lub kontynuacja spotkania w podgrupach. Rano po śniadaniu ruszamy do domu. Na miejscu w Warszawie jesteśmy następnego dnia około południa.
Na szczególne podkreślenie podczas tego wyjazdu zasługują bardzo sympatyczna i przyjazna więź jaka wytworzyła się pomiędzy członkami naszej Kompanii, na stoku i poza nim. Piękny gest Włodka z „Doc - Teamu”, który zaopiekował się poszkodowanym „Żołnierzem”, łącznie z odwiezieniem go do szpitala –wielkie dzięki Włodku!!! Profesjonalizm naszego rezydenta Pawła, który bardzo trafnie i z humorem wytyczał trasy naszej wyprawy.

Zakończenie sezonu 2006/2007
Zakończenie sezonu narciarskiego było również piękne. Odbyło się 13.04.2007 r. w Piwnej Kompanii. Przybyło na nie 26 osób, w tym nasi przyjaciele ze Starachowic i nasz „Olimpijczyk” Paweł. Przy dobrym jedzeniu i piwie wspominaliśmy sympatyczne wydarzenia z naszych wyjazdów narciarskich oraz wymieniliśmy się płytami CD ze zdjęciami. Snuliśmy ,co jest oczywiste, również plany na przyszłość. Lekko po północy w dobrych nastrojach opuściliśmy Piwną Kompanię, by w niektórych przypadkach kontynuować spotkanie.
Copyright Arek J.